poniedziałek, 9 kwietnia 2012

II: NOWE ZNAJOMŚCI

   Spałyśmy do południa. Ta noc była jedną z najbardziej szalonych w naszym życiu. Lenka dosłownie chrapała nad moją głową. Ja usadowiłam się na podłodze, a ona na kanapie. Cała sytuacja była nieco żenująca, toteż cieszyłyśmy się, że byłyśmy tam same. Ja wstałam pierwsza, nie mogąc już dłużej znosić tego dyskomfortu. Dosłownie na krótką chwilę świat wokół mnie zaczął wirować, ale podejrzewam, że to prędzej z powodu szybkiego podniesienia się z podłogi. Słońce muskało promieniami moje włosy i oślepiało, gdy stałam wpatrując się w przestrzeń za szybą. Apollo zaczął warczeć pod drzwiami, prowadzącymi na taras, dlatego szybko go wypuściłam, a sama udałam się do kuchni, gdzie przygotowywałam śniadanie dla dwóch szalonych przyjaciółek. Hmmm... Najlepszy będzie sok ze świeżych pomarańczy, mocna kawka i może jajecznica? Wyjęłam produkty z lodówki i zaraz po wyciśnięciu owoców oraz zaparzeniu pobudzającego napoju, natychmiast wzięłam się za smażenie. Zapach potrawy dolatywał do nozdrzy dalmatyńczyka, który w mgnieniu oka znalazł się przy mnie, skomląc w geście wyproszenia czegoś dobrego. Dałam mu kości po wczorajszej kaczce i obserwowałam jego reakcje. Pies tak bardzo się ucieszył, aż zaczął szczekać, budząc przy tym Lenkę.
- Kamil, Kamil... - mówiła z wciąż zamkniętymi oczami.
- Nie, ale równie przystojny Pan Apollo u twych stóp- odpowiedziałam na jej majaczenie
- Nie rób sobie jaj o tak wczesnej porze!- krzyknęła lekko podirytowana- I dlaczego drzwi na taras są otwarte?! Chcesz mnie zatruć dawką świeżego powietrza po wczorajszych wybrykach?- tym razem to ona przejęła pałeczkę w żartowaniu
- Oczywiście. A tak nawiasem mówiąc, to już dochodzi druga. Chodź do stołu. Śniadanio-obiad podano!- oznajmiłam
- Mam kaca jak stąd do twojego kibelka...
- To dobrze. Znaczy, że szybko ci przejdzie, bo mój "kibelek" jest niedaleko.
- Poważnie? Ale w tej właśnie chwili wydaje się, jakby to było tysiące mil stąd. O! Kawusia!- zawołała ze zbawiennym tonem w głosie- A tobie nic nie jest?
- Nie, moja droga. Ja wypiłam trzy lampki wina, a nie dopijałam pozostałości z butelek z żalem opowiadając o idealnej miłości.
- Serio? Aż tak ze mną było źle, że zaczęłam ględzić o takich pierdołach?
- Taaaaaak....
   Lenka wyszła zaraz po śniadaniu, ponieważ chciała odpocząć przed kolejnym dniem w pracy. Ja natomiast postanowiłam wybrać się na krótki spacer ze swoim pupilem. Apollo podszedł do tego bardziej entuzjastycznie niż jego właścicielka i wymusił na mnie uśmiech.
   O tej porze w parku nie było zbyt wielu ludzi. Moją uwagę zwrócił jedynie pewien mężczyzna, grający z małym chłopcem w piłkę. Mogłam się tylko domyślać, iż maluch był jego synem. Skóra zdjęta z ojca- pomyślałam, analizując ich wygląd. Facet miał krótkie blond włosy, lekko poskręcane i wyrzeźbioną sylwetkę, niczym u greckiego boga- prawdopodobnie dużo przebywał na siłowni, chcąc następnie obserwować w lustrze rezultaty treningów. Mniejszy, również o jasnych, lśniących loczkach, dłuższych niż u rodziciela charakteryzował się, rzecz jasna, nieco mniej urozmaiconą w mięśnie sylwetką. Dziecko podbiegło do niego nagle i rzuciło się na szyję swemu ojcu. Na chwilę zmiękło mi serce, z czego nie byłam zadowolona. Nigdy nie dopuszczałam do siebie tego typu emocji. Musiałam być twarda. Mężczyzna, wołając go później użył imienia Rafał. Mały w podskokach do niego dotarł, niestety, po drodze raniąc się w kolano w wyniku nieszczęsnego upadku. Ojciec znalazł się przy nim w mgnieniu oka i szukał czegoś w kieszeniach. Pomyślałam, że zapewne potrzebują opatrunków. Chciałam im pomóc. Podeszłam do tej dwójki i podałam plaster oraz żel, zastępujący wodę utlenioną. Apollo również nie omieszkał pocieszyć chłopca.
- Dziękuję pani- odparł mężczyzna w brązowej marynarce ze sztruksu
- Naprawdę, nie ma za co. Cieszę się, że na coś się przydałam. Dzielny jesteś. Nawet nie płakałeś- zwróciłam się do małego chłopca o błękitnych oczach... tak jak u ojca.- Ma pan twardego syna- pochwaliłam
- Tak, wiem. Skąd pani wiedziała, że to mój syn?- zaskoczył mnie tym pytaniem
- Em... ja... jesteście bardzo do siebie podobni- odpowiedziałam
- Tak też może być u rodzeństwa. To stwierdzenie musi wynikać z dość dogłębnej analizy. Obserwowała nas pani?
- Ależ skąd. Tak... gołym okiem widać, przecież- zaczęłam się plątać
- Spokojnie. Tylko żartowałem. Rafał, podziękuj pani...- nie dokończył, oczekując, że się przedstawię
- Hanka.- dopowiedziałam
-... pani Hani, tak.- dodał mężczyzna
- Dziękuję. Jesteś bardzo ładna- odrzekł chłopiec
- A ty niezwykle czarujący. Nie ma za co, skarbie.
- Przepraszam za niego. On zwykle miewa więcej taktu i jest bardziej nieśmiały- wyjaśnił... nieznajomy, kiedy Rafał pobiegł do piaskownicy
- To ja już pójdę- powiedziałam i odwróciłam się w stronę chodnika
- Niech pani zaczeka!- krzyknął za mną mężczyzna- Mam na imię Antek.- przedstawił się- A to moja wizytówka na wypadek, gdybym mógł się jakoś odwdzięczyć i... czy bym mógł w tej samej kwestii prosić o pani...
- Jasne. Proszę- podałam mu małą prostokątną karteczkę z danymi... CO JA ZROBIŁAM?!
- Pani Apollo... Apollo, tak? Apollo bawi się z Rafałem w piaskownicy. - poinformował mnie
- Tak właśnie patrzę. Apollo! Apollo! Chodź tutaj! Do nogi!- wołałam, aż pies do mnie wrócił
   Nastał wieczór. Siedziałam na tarasie, czytając jakiś dramat i zdaje się, że na chwilę dałam się porwać w objęcia Morfeusza. Po chwili, obudził mnie jednak dźwięk, dzwoniącego telefonu. MAMA.
- Halo, mamuś?
- Córeczko! Jak miło cię słyszeć. Co tam u ciebie? Wszystko w porządku? Jak tam twoje sprawy?
- Zadajesz tyle pytań, że aż się pogubiłam, na które mam odpowiedzieć najpierw....
- Oj tam... po prostu mi wszystko opowiedz.- zachęciła
- Z góry uprzedzam, że jeżeli liczysz na jakiegoś newsa związanego z facetem, to nic nie słychać i nie ma o czym opowiadać.
- O matko! To jak ja mam liczyć na rozprzestrzenianie się moich genów?
- Na co? Mamo, a ty się dobrze czujesz, bo chyba to górskie powietrze ci zaszkodziło? A właśnie... jak się czujesz po wizycie w tym sanatorium?- sprowadziłam temat na inne tory
- A dziękuję, bardzo dobrze. Muszę osobiście podziękować Pawełkowi za ten prezent.
- To znaczy, że...
- Tak. Przyjeżdżamy z ojcem do Warszawy. I czy moglibyśmy się u ciebie zatrzymać? Bo chcemy tak trochę u ciebie, trochę u Pawusia.
- Bez problemu.
   Po dwugodzinnej rozmowie, poczułam się jeszcze bardziej wyczerpana niż przedtem. Wzięłam szybki prysznic i szybko położyłam się do łóżka. Z jednej strony cieszyłam się, że rodzice przyjadą, ale z drugiej... nie chciałam słuchać matczynej pogadanki na temat poszerzania moich znajomości w kwestiach męsko-damskich.
   Znowu nic mi się nie śniło. Moje myśli zagłuszał szum wiatru. Chciałam jeszcze chwilkę poleżeć, ale w głowie zaczęły pojawiać się wspomnienia wczorajszego spotkania z blondynami, niczym sceny z filmu.
- NIE!!! Słyszysz?! Nie! Nigdy w życiu! Wyrzuć to z pamięci i koniec!- krzyczałam do siebie
- Z czym koniec?
- Lenka?! Co ty tu robisz?- zdziwiłam się na jej widok w mojej sypialni
- Zapomniałaś? Mam klucze, Pani Mądralińska. Dziś to ja zrobię ci śniadanko. Zapraszam do kuchni!
- Twój optymistyczny nastrój mnie kiedyś wykończy. Czekaj... kupiłaś muffinki? I kawę z...
- ... no i co z tego?! Liczą się dobre chęci. Chodź, bo ciemny trunek stygnie.
   Nie wiedziałam, czy mam opowiadać swojej przyjaciółce o incydencie w parku. Mogłaby zacząć snuć jakieś podejrzenia. Wolałam z tym jeszcze trochę poczekać. Niestety, od urodzenia jestem gapą i zapomniałam wsadzić do kalendarzyka wizytówkę, która w tym momencie leżała nieopodal ręki Leny. Zaczęłam lustrować tę małą karteczkę i sama się zdradziłam.
- Kto to jest: Antonii Suprzyński? Aaaa... czekaj, czekaj... architekt. Niech zgadnę: starszy, siwy pan, który pragnie odnowić twoje mieszkanko?- zgadywała
- Tak! Planuję wyburzenie schodów, wiesz? A czy ja coś wspominałam o remoncie?
- W takim razie zaczęłaś gustować w starszych panach...- ciągnęła dalej- Ej, no, przyznaj się. Też miałam starszych facetów i wcale nie są tacy obrzydliwi. Głowa do góry!
- Jak ty coś palniesz, to naprawdę. Pan Antonii... znaczy Antek- poprawiłam się, nie chcąc przybierać poważnego tonu- jest mężczyzną około lat trzydziestu i ma ślicznego synka.-oświadczyłam
- Ja pierdziele... Trafił ci się podwójny towar. Albo potrójny, jeżeli żonka jest w zestawie. Hahaha!
- Błagam. Przestań żartować! Wkurzasz mnie tylko!- wrzasnęłam i odwróciłam się do niej plecami
- Przepraszam. Ja tylko bym chciała, żebyś w końcu...
- Żebym w końcu była szczęśliwa, tak?!- dokończyłam za nią- A dlaczego wy wszyscy myślicie, że bez faceta nie jestem szczęśliwa? Otóż, jestem cholernie szczęśliwa i nie potrzebny mi do tego żaden samiec alfa, jasne?!
- Jasne, jasne, skarbie.
   Ta rozmowa zakłóciła mój spokój. Już nie mogłam się na niczym skupić, a z moich oczu ciskały błyskawice. Nasza konwersacja wkroczyła na niepewny grunt, ponieważ temat obecności jakiegokolwiek faceta w moim życiu wywoływał u mnie napady złości i zmuszał do myślenia o tym przez kolejne kilka dni. Kazałam Lence zaczekać na mnie w moim domu, a sama wyszłam na małe zakupy do osiedlowego marketu. Nie chciałam od niej uciekać, ale... musiałam choć przez chwilę pobyć sama. Weszłam do sklepu i zaczęłam wrzucać do koszyka różne rzeczy: cytrynę, pomidory, sery, a kiedy doszłam do działu ze słodyczami i nieudolnie próbowałam zdjąć z góry pralinki, usłyszałam za sobą:
- Dzień dobry!- powiedział męski głos
- Dzień dobry...- odparłam odwracając się w stronę mężczyzny
- Pani pozwoli, że jej pomogę, dobrze?- zaproponował blondyn
- Już prawie to...
- Proszę- odrzekł, podając mi pudełko z czekoladkami- To te, tak?- chciał się upewnić
- Tak, dziękuję.
- Tato, tato! Ja chcę te chrupki!- krzyczał mały chłopiec, biegnąc w naszą stronę- Cześć...- powiedział nieśmiało
- Cześć!- przywitałam Rafałka
- Jak ty się do pani odzywasz? Dzień dobry się mówi, synek- poprawił malca
- Nic się nie stało. Przecież my jesteśmy na ty, prawda, Rafał?- spojrzałam z uśmiechem na chłopca
- Tak!
- Ja już muszę wracać.- powiedziałam bez zastanowienia- Do widzenia!- rzuciłam na odchodnym
   Idąc alejkami i wdychając świeże powietrze, zdołałam już całkowicie ochłonąć. U drzwi przywitał mnie Apollo. Zobaczyłam też jak z klatki schodowej zbiega Kacperek, który bardzo szybko znalazł się w moim mieszkaniu, a dzięki jego obecności Lence znowu udało się udowodnić, że ani trochę nie nadaje się na opiekunkę. Kiedy ja przygotowywałam jedzenie, ona wdała się w dyskusję z małym chłopcem, a wszystkie ich słowa dolatywały do mnie z salonu.
- Mały, słuchaj ciotki. Bo to jest tak.. jak dziewczyna ci się podoba, to nie możesz do niej podejść i powiedzieć: siema, laska! Bo to obraża naszą płeć, kumasz? Kup jej jakieś kwiatki, bombonierkę i zobaczysz, że padnie ci do nóg!- Lenka dawała rady Kacprowi
- Lena, oni mają po sześć lat!- zawołałam z kuchni
- Ojejku! To kup jej ładną lalkę, a będzie twoja, a za kilka lat, pogadamy sobie o...
- Lenka! O czym ty z nim rozmawiasz?! No, pięknie, a potem będzie na mnie, że dziecko przychodzi do domu i takie bzdury opowiada!- krzyknęłam na nią
- No dobrze, już dobrze. Ale mały, pamiętaj, co ci ciotka mówiła- zwróciła się do chłopca, mrugając do niego
   Na obiad zrobiłam pizzę i specjalny sos. Wszystko zniknęło z talerza w bardzo szybkim tempie. Lenka musiała wracać do pracy, a mały do domu. Znów zostaliśmy sami z Apollem. Leżąc na tarasie, popijałam kawę i czytałam książkę. Wieczorem, popracowałam jeszcze nad niedokończonym wcześniej artykułem, nie mogąc doczekać się powrotu do biurowca. Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam. Wstałam jak zwykle do pracy o godzinie szóstej trzydzieści. Wypuściłam dalmatyńczyka na taras, a sama wzięłam prysznic. Kurcze, ja naprawdę nie mam się w co ubrać! Hmmm... klasyczne jeansy, biała bluzka i czarna marynarka. Prędko włożyłam na siebie cały zestaw, chwyciłam za kluczyki do samochodu i torebkę. Po zamknięciu mieszkania, wskoczyłam do swojego czarnego jeepa i ruszyłam w kierunku biurowca. Tym razem byłam na czas.
   Po oddaniu moich wypocin, zabrałam się za wymyślanie pytań do wywiadu z nową gwiazdą świata show-biznesu. Około godziny drugiej po południu, wyszłam na lunch do naszego bufetu. Zjadłam sałatkę i wypiłam kawę. Popracowałam jeszcze do szesnastej, po czym zabrałam się do wyjścia.
- Dopiero co wróciłaś do pracy i już harujesz o godzinę dłużej niż powinnaś?
- Artur... przestraszyłeś mnie. A tu jeszcze tutaj?
- Czekam na ciebie- oznajmił
- Wybacz, ale niepotrzebnie. Trochę mi się spieszy.
- I po raz kolejny wymówka...
- Przepraszam, ale naprawdę muszę już wracać
- Pozwól się chociaż odprowadzić.- poprosił
- Przyjechałam własnym samochodem. Cześć.- powiedziałam i wyszłam z budynku
   Może ja źle robię? Czasem zastanawiam się, jak powinnam postępować wobec większości moich znajomych. Zdaję sobie sprawę z tego, iż nie zawsze jestem sprawiedliwa, ale to naturalny objaw wynikający raczej z obecności czegoś, co zwie się sumieniem, niż celowym odrzucaniem zalotnych manewrów. Wiem, że żaden człowiek nie powinien być samotny, ale wątpię w to, że potrafiłabym dzielić z kimś życie. To niezwykle trudne zadanie, a ja nienawidzę porażek, dlatego wolę unikać wszelkich zagrożeń z tym związanych. Pozostaję w cieniu odważnej przyjaciółki, bo to łatwiejsze. Odkąd pamiętam starałam się wybierać rzeczy bardziej skomplikowane do rozwiązania, ale dotyczyło to zapewne kwestii nauki, studiów, pracy, a nie wyboru partnera, czy życiowej drogi. Mam mętlik w głowie i z niecierpliwością czekam na przyjazd rodziców.
...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz